Uczestnicy o Kursie

Piotrek

Na kurs Alfa trafiłem zupełnie przypadkowo. Na pierwsze spotkania chodziłem po to aby sobie pojeść i posłuchać ciekawych wykładów dotyczących wiary i religii. Nie do końca rozumiałem po co to wszystko, gdyż myślałem o sobie jako o przeciętnym katoliku, który nie jest przecież zły i z łatwością potrafi pokazać gorszych od siebie. Zostałem wychowany w wierze katolickiej i co niedzielę chodziłem na msze. To wszystko było jednak na siłę i wynikało bardziej z poczucia obowiązku. Na mszy odliczałem czas do końca, a moje myśli z reguły skupiały się na planowaniu następnego dnia. Dopiero niedawno zdałem sobie sprawę, że moja wiara była tak naprawdę martwa. Nie czułem żadnej więzi z Bogiem. Miałem wrażenie, że moje modlitwy płynęły w próżnię, a życie było przerażająco płytkie, nijakie i bezrefleksyjne. Z czasem jednak spotkania odbywające się w ramach Alfy wydawały mi się coraz ciekawsze. Tematyka wykładów zainspirowała mnie do głębszej refleksji na temat mojego życia. Weekend Alfa ugruntował moje przekonanie, że idę dobrą drogą. Wylanie Ducha Św. nie spowodowało przełomu jakiego oczekiwałem. W moim przypadku rozpoczęło jednak pewien proces. Początkowo czułem się lekko zawiedziony, gdyż nie zauważyłem żadnej zmiany. Jak się jednak okazało był to początek mojej relacji z Bogiem. Już następnego dnia poczułem niesamowitą bliskość i miłość w moim sercu. Od tamtego czasu moje życie zmienia się w przedziwny i nieodgadniony sposób. Zawierzyłem je Bogu i jestem spokojny, szczęśliwy. Przed kursem nie rozumiałem o co chodzi w hasłach typu "Duch Św. oświeca serca". Teraz już rozumiem. Poznałem siebie na nowo. Tym razem w prawdzie, choć często była ona trudna. Teraz wiem nad czym mam pracować i zdaje sobie sprawę, że każdego dnia dzięki Bogu moje życie się zmienia i ja się zmieniam. Cieszę się że trafiłem na Alfę i polecam ją wszystkim.

Marta

Na kurs Alfa przyszłam na początku pierwszego roku studiów. Wychowałam się w katolickiej, praktykującej rodzinie. W liceum zaangażowałam się w wolontariat prowadzony przez księdza. Wtedy nie szukałam w sposób świadomy Pana Boga, ale w tym okresie On sam zaczął mi pokazywać siebie, ale ja jeszcze nie wiedziałam jak i gdzie patrzeć, aby widzieć. Dlatego moja wiara była dość emocjonalna, łatwo było o przeróżne wątpliwości. To jednak wtedy zaczęłam rozumieć, że jeśli nie chcę przegrać swojego życia, nie chcę paść ofiarą zła, które widziałam wokół siebie, to w moim życiu musi być Pan Bóg, i to na pierwszym miejscu . Potrzebowałam jednak czasu, aby na to się zgodzić. I taka przyszłam na Alfę. Początkowo wydawało mi się że wszystko, co tam mówią, ja już wiem – miałam bardzo dobrego księdza katechetę. Szybko jednak spotykały mnie coraz nowe rewelacje, o miłości Boga, o jego relacji do człowieka, o modlitwie… I nagle całe moje dotychczasowe wyobrażenie wiary, Boga, Kościoła zawirowało, i zaczęło się układać w nową, bardzo spójną, logiczną i zrozumiałą całość, którą mogłam przyjąć już bez żadnych zastrzeżeń i niejasności. Dotarło do mnie coś niezwykle ważnego, że Bóg mnie kocha bardzo bezpośrednio i osobiście. Wcześniej zawsze myślałam, że owszem Bóg mnie kocha, ale ja jestem gdzieś w ogromnym tłumie ludzi których ma On do kochania, patrzy na nas z góry, a mnie wcale tam nie widać. Teraz wiem że nic bardziej mylnego. Wiem, wierzę i czuję, że jest On zawsze koło mnie, choć ja nadal jestem w tłumie. Jest jednocześnie przy każdym człowieku, jest to możliwe, bo jest On wszechmocnym Bogiem. I to jest niepojęte i fantastyczne, że taki potężny Bóg, którego nie da się pojąć samym rozumem, chce być moim Bogiem, chce być zawsze ze mną, taką małą, często robiącą źle, którą wydawałoby się czasem lepiej usunąć z tłumu. Bywa i teraz , że jeszcze zamykam się na tę miłość, wydaje mi się, że sama sobie poradzę. Zawsze kończy to się tak samo, siada mi nastrój, chodzę zrezygnowana, gryzę się sama ze swoimi myślami, przychodzą pytania: po co ja się tak morduję na tym świecie. I na to jest jedna niezawodna rada, rzucić się znów w objęcia miłości Boga, a wtedy wszystko staje się inne, wraca nadzieja i optymizm, łatwo(albo łatwiej:)) jest żyć. Innym odkryciem na Alfie był Duch Święty. Wcześniej był On dla mnie trzecią osobą boską i tyle, nie wiedziałam i nie zastanawiałam się po co jest. Czasem tylko przemknęła mi myśl: Bóg stworzył świat, jest Bogiem-Ojcem, Jezus zbawił, a Duch Św? Ale odpowiedzi nigdy nie szukałam, przyszła sama na Alfie, niezwykle warto było ją poznać! Po Kursie Alfa wiele się zmieniło i nadal się zmienia. Przede wszystkim moja wiara i relacja z Bogiem: wcześniej wszystko robiłam niejako z obowiązku, teraz dlatego, że pragnę odpowiedzieć na miłość Boga ku mnie. Zmieniłam się też ja, wcześniej brakowało mi optymizmu, nie było dobrze z moją samoakceptacją .Teraz, dzięki miłości Boga ja mam więcej miłości dla świata, widzę więcej dobra, zmieniły się moje relacje z innymi, powoli zmienia się mój stosunek do siebie samej, nie gryzę się całymi dniami ze swoimi problemami. Wiem, że najlepsze co przeżyłam na pierwszym roku studiów to właśnie Kurs Alfa. Bogu niech będą dzięki.

Agnieszka

W zeszłym roku akademickim skończyłam studia. Podczas wakacji, czyli okresu pisania pracy magisterskiej, doszły do mnie wieści o organizowanym kursie Alfa. Jak do większości nowości (tych o podłożu religijnym zwłaszcza), tak i do tego przedsięwzięcia podeszłam sceptycznie. Smaczne jedzonko, wykłady, dyskusje na temat wiary – na samym początku brzmiało to dla mnie podejrzanie sielsko–anielsko, zbyt niekonwencjonalnie. Zastanawiałam się, czy jest sens angażować się w to wszystko, poświęcać swój cenny czas na cotygodniowe spotkania. Ciągle wisiało nade mną widmo pracy magisterskiej, a termin obrony zbliżał się niemiłosiernie szybko. Poza tym było wiele innych powodów, żeby zrezygnować. Tymczasem już po pierwszym wykładzie, po całym spotkaniu, zaczęło do mnie docierać, że to wszystko nie jest bezcelowe. Każdy kolejny wykład uświadamiał mi, że tak naprawdę niewiele wiem o chrześcijaństwie, i jednocześnie dostarczał nową wiedzę o Bogu, o ludziach, o Kościele. Na spotkaniach otrzymywałam gotowe odpowiedzi na pytania dotyczące sensu mojego życia i sensu wiary. W trakcie kursu obroniłam się. Dzięki Bogu znalazł się czas na sfinalizowanie mojej pracy magisterskiej i systematyczny udział w spotkaniach Alfa. Można powiedzieć, że kończąc kurs, byłam podwójnie mądra... Teraz bez wahania stwierdzam, że się opłacało i dlatego jako organizator biorę udział w drugiej edycji.

Karol

Podzielę się z Wami bardzo ważnym kawałkiem mojego życia. Moje życie nie wyglądało zbyt wspaniale. Byłem bardzo zagubiony i osamotniony. Bóg dla mnie był kimś, kto siedzi sobie gdzieś wysoko na obłokach i nie interesuje się zbytnio moim życiem, o ile w ogóle istnieje. Znałem regułki z katechizmu: "jest jeden Bóg" itp. Słyszałem wiele razy: "Bóg cię kocha", "Bóg jest miłosierny" itd. To były jednak dla mnie totalnie puste słowa. Nie byłem pewien, czy On istnieje, nie doświadczałem Jego opieki, nie doświadczałem Miłości Boga. Ja wątpiłem, czy ktokolwiek mnie w ogóle kocha. W domu nie było mi najlepiej, bo uważałem, że moi rodzice bardziej kochają mojego starszego brata niż mnie. Uważałem, że zawsze, jak coś z bratem zbroiliśmy, mnie o to oskarżali. Zastanawiałem się nawet, czy nie jestem adoptowany... Przyjaciele... Nie miałem w ogóle Przyjaciół. Miałem kilku znajomych na krzyż i to wszystko. Miałem duże trudności w kontaktach z ludźmi. Mały, gruby, brzydki i słaby fizycznie - tak siebie widziałem. Moi koledzy mnie tylko utwierdzali w tym przekonaniu. Czułem się sam jak palec, nie wiedziałem, dokąd iść. Zadawałem sobie pytanie o sens życia. Byłem też bardzo impulsywny i łatwo wpadałem w złość. Ciągle kłóciłem się z rodziną. Poza tym było we mnie dużo zazdrości. Zawsze marzyłem o tym, by pięknie śpiewać, ale nigdy nie potrafiłem. Zazdrościłem tym, którzy potrafili. Na szczęście na swojej drodze spotkałem wspaniałe osoby. Były bardzo uczynne, pełne ciepła i Miłości. Zawsze chętne do pomocy. Wiedziały, czego chciały w życiu, zdawały się być bardzo poukładane. Widać było po nich, że czują się pewnie, bezpiecznie. Były pełne ufności do ludzi. Dobroć promieniowała od nich na odległość. Zastanawiałem się, skąd oni biorą tyle siły, by takimi być. Ja wiele razy próbowałem się zmienić własnymi siłami i nic z tego nie wychodziło. Ci wspaniali ludzie pokazali mi, gdzie jest źródło ich siły. Tym źródłem był Jezus. I tak powoli zacząłem myśleć, że Bóg może być rozwiązaniem moich problemów. Jednym z najważniejszych punktów mojego nawrócenia był Kurs Alfa. Poszedłem na niego, bo koleżanki szły i zaproponowały mi, żebym poszedł z nimi. Więc pomyślałem, że mogę spróbować. Od pierwszego spotkania (z dziesięciu planowanych) byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Coś mnie dotknęło, poruszyło, coś mnie zainteresowało, tak że chciałem przyjść na następne, a potem na jeszcze następne spotkanie. Za każdym razem wynosiłem coś nowego ze spotkania, czegoś się uczyłem, czegoś się dowiadywałem, każde spotkanie dawało mi dużo do myślenia i za każdym razem wzbogacałem się o coś po spotkaniu. Bardzo dużo dał mi ten Kurs. Słowa "Bóg cię kocha" przestały być dla mnie pustym sloganem. Zacząłem tego doświadczać. Zrozumiałem, co znaczy "zaufaj Panu". Nauczyłem się modlić - moja modlitwa to już nie były bezmyślnie powtarzane zdrowaśki, lecz zaczęła to być prawdziwa rozmowa z żywą Osobą. Nauczyłem się, że Pismo Święte nie jest tylko zbiorem fajnych historyjek, ale Słowem Bożym kierowanym bezpośrednio do nas. Bóg przemawia do nas bardzo często przez Biblię. Bardzo często w Biblii znajdowałem odpowiedzi na moje pytania zadawane Bogu i były one bardziej trafne niż można sobie to wyobrazić. Nauczyłem się, jak Bóg przekazuje nam swoją Wolę. Zaufałem Chrystusowi. Nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania i nie wszystkie moje problemy nagle się rozwiązały, ale wiem, gdzie szukać odpowiedzi na moje pytania i szukać pomocy w moich problemach. Od czasu kiedy wybrałem drogę życia z Jezusem, Bóg zaczął zmieniać moje życie i leczyć moje rany. Niektóre szybciej, niektóre wolniej. Zaakceptowałem siebie. Zrozumiałem też, że każdy jest wyjątkowy i mimo że nie umiem pięknie śpiewać, to mam inne umiejętności. Dostałem jeden z największych darów, jakie mógł mi dać Bóg. Potrafię bardzo szybko nawiązywać kontakty międzyludzkie, potrafię szybko zdobyć czyjeś zaufanie i stworzyć silne więzi z innymi ludźmi. Mam teraz mnóstwo znajomych, dużo kolegów i kilkoro Przyjaciół. Zrozumiałem też, że rodzice kochają mnie tak samo jak mojego brata. Jestem kochany i potrafię też kochać innych. Zmienił się też mój charakter. Teraz jestem o wiele bardziej opanowany i spokojniejszy. Nie ulegam tak łatwo złości. Nie czuję się też już zagubiony. Bo zawsze wiem, że czuwa nade mną mój Największy Przyjaciel - Jezus. Wiem, że cokolwiek się stanie, cokolwiek zrobię, nawet najgorszego, mogę do Niego wrócić, a On mnie przyjmie z otwartymi ramionami. Bóg cały czas mnie leczy z moich ran i wad. Pozwala mi zapanować nad kolejnymi moimi grzechami i słabościami. Ciągle się nawracam i za każdym razem Bóg daje mi odczuwać swoją ogromną Miłość. Wiem już, jaki jest sens mojego życia i co jest w nim najważniejsze. Wiem, po co żyję. Odpowiedź na to wszystko to Jezus. Z Nim wiem, że mogę wszystko. "Wszystko mogę w tym, Który mnie umacnia" - pisze św. Paweł. Ja czuję to samo i ciągle się w tym utwierdzam. Nie wyobrażam sobie obecnie życia bez Jezusa. Wiem, że to by było jak powrót na pustynię i zawiązanie sobie oczu. Bez Boga nie ma prawdziwego życia. Bez Boga nie ma Miłości. Bez Boga nie ma nic wartościowego. Jestem szczęśliwy. Bogu Niech będą dzięki za moje życie!

Kamil

Cześć, nazywam się Kamil, mam 22 lata. W październiku ubiegłego roku dzięki pewnej wspaniałej osobie znalazłem się na pierwszym spotkaniu kursu Alfa. Od tamtej chwili moje życie bardzo się zmieniło. Wcześniej starałem się żyć po chrześcijańsku: co tydzień chodziłem do kościoła na niedzielną mszę, szanowałem bliźniego i pomagałem innym w miarę możliwości. Miałem swoje zasady, ale niektóre z nich ustalałem sobie sam dla siebie, bo uważałem że skoro nikt z danego powodu bardzo nie cierpi to nie ma w tym nic złego, w końcu mi też się od życia coś należy. Teraz, z perspektywy tych kilku miesięcy widzę jakie moje życie było puste i pozbawione jakiegoś konkretnego celu. Mam na myśli brak naprawdę żywej relacji z Bogiem, który jest przy nas cały czas, nawet jeśli my tego nie odczuwamy to On na nas ciągle cierpliwie czeka. To właśnie na kursie Alfa przekonałem się jaki wspaniały jest nasz Ojciec Niebieski, poznałem naprawdę Jezusa i dotarło do mnie to co On dla nas uczynił, jak bardzo się poświęcił abyśmy nigdy nie umarli i żyli z Nim w wiecznej szczęśliwości. Na własnej skórze doświadczyłem wspaniałego działania Ducha Świętego, wlewa On w moje serce wiele radości i sprawia, że ciągle odczuwam "głód" poznawania Boga. Dzięki wskazówkom jakie tam dostałem nauczyłem się rozmawiać z Bogiem, teraz modlitwa nie jest dla mnie przymusem, ale czymś co jest mi potrzebne do normalnego życia. Pismo Święte stało się moją codzienną lekturą. Teraz wiem, że te wszystkie zakazy i nakazy które daje nam Bóg nie służą do tego aby nas ograniczać, ale nasz dobry Ojciec chce dla nas jak najlepiej, i jeżeli całkowicie oddamy każdą chwilę naszego życia Jezusowi to doświadczymy już tu na ziemi przynajmniej cząstki tego wielkiego szczęścia jakie przygotował nam w Niebie. Kurs Alfa uzmysłowił mi także wiele innych ważnych rzeczy i wyjaśnił mi wiele kwestii związanych z wiarą. Wcześniej sądziłem, że życie prawdziwego chrześcijanina jest nudne i ograniczane ciągle przez przykazania. Teraz wiem, że tak nie jest. Pamiętam, że na pierwszym spotkaniu byłem zszokowany tymi wszystkimi ludźmi, których tam widziałem. Nigdy wcześniej nie spotkałem tylu wspaniałych, radosnych i życzliwych osób w jednym miejscu jednocześnie. To trwanie przy Chrystusie i wypełnianie dokładnie Jego woli nadaje sens i radość naszemu życiu. Jestem wdzięczny Jezusowi za to, że nie zapomniał o mnie i skierował mnie na Swoje ścieżki.